Lot dzikich gęsi

Większość emigrantów weszła do służby francuskiej - królowie dynastii Burbonów zawsze zatrudniali wielu zagranicznych żołnierzy. W czasie pokoju armia francuska XVII - XVIII wieku składała się z 12% cudzoziemców - Włochów, Niemców, Walończyków i Szwajcarów. W czasie wojny - do 20%. Podobnie jak inne zagraniczne półki, Irlandczycy płacili więcej niż ich francuscy odpowiednicy. W sumie około 20 000 Irlandczyków znalazło się w służbie Ludwika XIV, a mniejsze grupy jakobickich imigrantów stopniowo wyprostowały się pod sztandarem Irlandzkiej Brygady. Nawiasem mówiąc, ta jednostka nigdy nie była całkowicie irlandzka etnicznie - średnio, według ośrodka badającego historię Irlandii i Szkocji w Trinity College, było 2 Anglików i Szkotów dla 10 Irlandczyków.

Armia Sarsfield we Francji została ponownie uzbrojona i wyposażona - Irlandczycy mieli na sobie czerwone mundury, podobne do tych używanych przez zaprzysiężonych wrogów - angielskich żołnierzy. W 1692 r. Irlandzka Brygada przygotowywała się do udziału we francusko-jakobickiej inwazji na Wielką Brytanię, ale po klęsce francuskiej floty w Barfleur pomysł ten został zapomniany. Formalnie „dzikie gęsi” złożyły przysięgę wierności królowi Jakubowi, ale Ludwik XIV zapłacił im, który de facto był ich nowym właścicielem.

Irlandczycy szybko się sprawdzili. Uczestniczyli w wielu bitwach wojny w Augsburgu i wojnie o sukcesję hiszpańską, pokazując się w Stenkirk (1692), Neerwinden (1693), Marsala (1693), Blenheim (1704), Almans (1707) i Malplak (1709). Główny wyczyn w służbie Ludwika Irlandczyka przeprowadzony w 1702 r. W bitwie pod Cremoną.

We Włoszech Francuzi walczyli głównie z wojskami austriackimi pod dowództwem księcia Eugeniusza Sabaudii. Z pomocą przebiegłości, zręczności i przekupstwa książę Eugeniusz przeprowadził operację, która do dziś inspiruje dowódców wojskowych sił specjalnych. Prawie 400 austriackich żołnierzy potajemnie przeniknęło do Cremony, a nocą strzelało do śpiących Francuzów. Dowódca armii francuskiej, marszałek Vilrua, został schwytany przez irlandzkiego żołnierza w austriackiej służbie Francisa McDonnella. Tysiąc osób zginęło lub zostało schwytanych. Resztki armii francuskiej opuściły Cremonę. Miasto utrzymywały tylko dwa bataliony irlandzkiej brygady z pułku Dillon pod dowództwem majora Daniela O'Mahoniego. To oni odpierali atak austriackich „komandosów” i wyrzucili ich poza mury miasta.

Atak austriackiego grenadiera został odparty. Książę Eugeniusz, który nie chciał pozwolić na zbyt wiele rozlewu krwi, zaproponował rozmowy z Irlandczykami i wysłał Francisa MacDonnella jako swojego przedstawiciela. Irlandczycy otrzymali propozycję pójścia do służby austriackiej, otrzymania wspaniałej nagrody, poddania się Cremonie lub śmierci. Mahoney oczywiście odmówił. Tymczasem francuscy oficerowie zdołali uporządkować swoje szeregi i wkrótce 7 tysięcy osób dołączyło do Irlandczyków w murach Cremony. Austriacy mogą wygrać, ale cena może być zbyt wysoka. Armia księcia Sabaudii walczyła już od dziesięciu godzin, a posiłki przybywające do Francuzów mogły otoczyć jego armię w murach Cremony. Austriacy zostali zmuszeni do odwrotu. Nagrodą pocieszenia była niewola marszałka Villroya. Irlandczycy stracili około 200 z 600 uczestniczących w bitwie, około 1000 ich francuskich sojuszników zostało zabitych lub schwytanych. Szacunki strat armii księcia Eugeniusza są różne.

Po bitwie major O'Mahony miał zaszczyt sprowadzić wiadomości o wydarzeniach do króla Ludwika. Irlandczycy w Wersalu przyjęli bardzo ciepłą i prywatną atmosferę. Król i oficer rozmawiali o bitwie pod Cremoną io sprawach wojskowych przez około godzinę. O'Mahony poszedł zobaczyć się z Louisem Majorem i opuścił Wersal już jako pułkownik. Cała irlandzka brygada otrzymała znaczny wzrost wynagrodzenia.

W 1715 r. Oddziały Brygady Irlandzkiej uczestniczyły w powstaniu jakobickim w Szkocji. Większość oficerów i żołnierzy oddziału nie była najemnikami, jak historycy je czasem przedstawiają. Irlandzka Brygada była naprawdę wierna francuskiej koronie. Jego skład był motywowany ideologicznie - przynajmniej najbardziej. Oczywiście sporo z nich to poszukiwacze przygód, hazardziści, łajdacy, gwałciciele, alkoholicy - jednak można je znaleźć w szeregach dowolnej armii.

Według listu napisanego przez Sir Charlesa Vaughana do Jonathana Swifta w 1732 r., W ciągu czterdziestu lat (1692-1732), sto dwadzieścia tysięcy Irlandczyków zostało zabitych lub rannych w służbie zagranicznej. Swift napisał o tym w ten sposób: „Nie mogę powstrzymać się od chwalenia irlandzkich dżentelmenów, którzy będąc wygnańcami i uciekinierami, dzięki swojej odwadze i wyczynom w wielu częściach Europy, byli w stanie przewyższyć wszystkie inne narody”.

Z biegiem czasu skład etniczny Irlandzkiej Brygady był stopniowo rozcieńczany. Irlandczycy założyli rodzinę, zintegrowaną ze społeczeństwem francuskim iz armii „jakobickiej” stawali się coraz bardziej podobni do elitarnej jednostki francuskich sił zbrojnych. Jednak nie oderwali się od swoich korzeni - ich okrzyk bojowy brzmiał: „Pamiętaj o zdradzie Limerick i Saxon!”.

W bitwie pod Fontenoy w 1745 r. „Dzikie gęsi” zaatakowały prawą flankę brytyjskiej kolumny, pokonały słynną Straż Zimną i zdobyły 15 dział, zapewniając marszałkowi Moritzowi zwycięstwo nad Saksonami nad nadrzędnymi siłami wroga. Dwa lata później, w Laufeld, Irlandczycy ponownie walczyli z Brytyjczykami i pomimo wielkich strat rzucili wroga i zajęli małą wioskę Laufeld. W rezultacie cała Belgia znalazła się w rękach Francuzów. Jak wspominali angielscy żołnierze, trudno im było walczyć z Irlandczykami - obaj mówili tym samym językiem, a nawet nosili podobny mundur.

500 lub 600 Irlandczyków uczestniczyło w buncie jakobickim w 1745 roku. Pokonali kilka lojalnych brytyjskich klanów górali i objęli odwrót zniszczonej armii jakobitów pod dowództwem Cullodena.

Przed powstaniem w 1745 r. Brytyjskie władze przyglądały się palcom francusko-irlandzkich werbujących w Irlandii. Wierzono, że odejście młodych Irlandczyków do Francji przyczynia się do odpływu potencjalnych rebeliantów z kraju. Jednak po tym, jak wojska irlandzkie wzięły udział w buncie jakobickim, władze brytyjskie poczyniły znaczne wysiłki, aby uniemożliwić Francuzom prawie całkowite werbowanie ludzi do ich armii. Napływ rekrutów do Brygady Irlandzkiej znacznie się zmniejszył. W 1792 r. Pułki zostały ostatecznie rozwiązane przez rewolucyjny rząd. Jeden z byłych oficerów brygady, Charles Jennings, był bliskim współpracownikiem Napoleona podczas kampanii we Włoszech.

Ostatni raz Irlandczycy pokazali się w militarnej historii Francji podczas wojen napoleońskich. Francuski cesarz, przygotowując się do inwazji na Wielką Brytanię, utworzył „Legion Irlandzki”, w skład którego wchodziło wielu byłych oficerów brygady i uczestników powstania z 1798 roku. Pomimo faktu, że inwazja nie miała miejsca, członkowie legionu spisali się dobrze w bitwach w Niemczech, Hiszpanii i Holandii. Podczas brytyjskiej inwazji na Holandię w 1810 r., Podczas bitew pod Walcheren, kapitan Lawless i porucznik O'Reilly uratowali orła pułkowego i otrzymali od cesarza Napoleona Zakon Legii Honorowej. W 1814 r. Legion Irlandzki bronił Antwerpii przez trzy miesiące od ataków wojsk brytyjskich, trzymając miasto za Napoleona. W 1815 roku historia irlandzkich jednostek we Francji ostatecznie się skończyła. Wśród potomków Irlandczyków we Francji jest marszałek Drugiego Cesarstwa, MacMagon, który został prezydentem Republiki, marszałek Napoleon MacDonald. Na linii macierzyńskiej irlandzka krew płynęła w żyłach generała de Gaulle'a - największego z Francuzów XX wieku.

Drugim najpopularniejszym miejscem obsługi „dzikich gęsi” była Hiszpania. Warunki i opłaty były tu znacznie gorsze, więc Irlandczycy często opuszczali stolicę do służby francuskiej, gdzie płacili znacznie hojniej i których dowódcy byli bardziej kompetentni niż ich hiszpańscy odpowiednicy. Hiszpańsko-irlandzkie pułki służyły nie tylko w Europie, ale także w Meksyku, na Kubie iw Hondurasie. Duża część gwardii królewskiej została również zwerbowana z Irlandii. Jednym z potomków hiszpańsko-irlandzkich oficerów był Bernardo O'Higgins - bohater walki o niepodległość Chile i pierwszy prezydent tego kraju. Wszystkie irlandzkie pułki armii hiszpańskiej zostały rozwiązane w 1818 r., A także inne jednostki zagraniczne. Było wielu innych - Thomas Wright z Drogheda lub Arthur Sands, po których nazwano jego ulice w kilku miastach Ekwadoru.

Jeszcze mniej popularnymi miejscami docelowymi były usługi we Włoszech lub Austrii. Irlandzka kompania grenadierów pod dowództwem Francisa Terry'ego służyła Doge Venice. Potomkowie Terry'ego tradycyjnie dowodzili pułkiem smoków w Wenecji, dopóki ostatni przedstawiciel klanu nie został zabity przez Francuzów w 1797 roku.

W Austrii nie było pułków „irlandzkich”, ale wielu oficerów pochodzenia irlandzkiego. Maximilian Lamoral O'Donnell, który uratował życie Franciszka Józefa Pierwszego. Gottfried Freiher von Banfield, jeden z najsłynniejszych austriackich asów pierwszej wojny światowej.

Nawet Rosja miała własne „dzikie gęsi”. Takim potomkiem jest generał kawalerii Joseph Kornilovich O'Rourke, zrusyfikowany potomek irlandzkich jakobitów, który wstąpił w służbę Piotra Wielkiego. Tak, a większość słynnych szkockich doradców Piotra była także jakobitami.

Duchy zapomnianych wojen, nieudane spiski, złamane rebelie, braterstwo wygnańców i ludzi pozbawionych wszystkiego - były to słynne „dzikie gęsi”. Znani byli z odwagi na polu bitwy, lojalności wobec króla i nieustannego uporu. Objęli się chwałą, ale każda z bitew, w których zginęli Irlandczycy, służąc królom Francji, Hiszpanii czy cesarzowi Austrii, nie była do tego przeznaczona. Dzikie gęsi chciały wracać do domu triumfalnie. Jednak ich marzenie się nie spełniło.

W 1978 roku na dużym ekranie pojawił się film „Dzikie gęsi” w reżyserii Andrew W. McLagena. Historia opowiadała o przygodach grupy europejskich najemników w Afryce, a sama historia opierała się na operacjach wojskowych znanych dowódców „żołnierzy fortuny” Boba Denarda i Jeana Schramma w Kongu, a także na biografii kongijskiej postaci politycznej Moise Chombe. W scenariuszu książka The Thin White Line, były wysokiej rangi oficer wywiadu Rhodesian Daniel Carney, opisał pogłoski o wydarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości. Prawdę o zakończeniu działań Tshombe i Denarda pod koniec lat 60. można poznać jedynie poprzez dostęp do archiwów agencji wywiadowczych, ale film wyróżnia się znaczną wiarygodnością w kwestiach fabularnych, opisem afrykańskiej polityki i działań oraz zachowaniem najemników. To ostatnie wynika z faktu, że legendarny dowódca brytyjskich najemników Mike „Crazy Mike” Hoare, człowiek, który sam złamał Che Guevarę w Kongu, został zatrudniony do pracy nad filmem jako konsultant.

Kiedy pojawiło się pytanie, jak nazwać film, Hoar przedstawił propozycję - „Dzikie gęsi”. McLagen poprosił o wyjaśnienie przyczyny, a następnie Hoar, który, jak wielu Irlandczyków, był dumny ze swojego dziedzictwa historycznego, powiedział dyrektor o irlandzkich żołnierzach, którzy służyli królom europejskim. Ci najemnicy nazywani byli „dzikimi gęsiami”. Nazwa została zaakceptowana, a teraz najemnicy nazywani są nie tylko „żołnierzami fortuny” lub „psami wojny”, ale także „dzikimi gęsiami”.

Obejrzyj film: Wiosenne przeloty dzikich gęsi nad Biebrzą (Marzec 2020).

Loading...