Cisza w erze hałasu: mała książka dla dużego miasta

Cisza w dobie hałasu: mała książka dla dużego miasta / Erling Kagge; Per. z norweskiego - M.: Alpina Publisher, 2017.
Kup pełną książkę
Antarktyda to najbardziej ciche miejsce, w jakim kiedykolwiek byłem. Podczas gdy sam szedłem na Biegun Południowy, ani jeden dźwięk znajomy dla człowieka, z wyjątkiem tych wyprodukowanych przeze mnie, nie zakłócił reszty monotonnego krajobrazu. Zagubiony pośród niekończącej się lodowatej pustyni, nie tylko słyszałem, ale także poczułem ciszę.

Kiedy idziesz na południe wzdłuż najzimniejszego kontynentu naszej planety, tylko kilometry białej równiny są przed tobą, aż do horyzontu. Pod tobą - 30 milionów kilometrów sześciennych lodu, miażdżąc skorupę.

Po chwili, będąc sam ze sobą, zobaczyłem, że otaczający krajobraz nie był tak płaski, jak się wydawało. Lód i śnieg tworzyły abstrakcyjne formy, a monochromatyczna biel nagle zaczęła grać w niezliczonych odcieniach. Pojawił się błysk błękitu, czerwony, zielony i różowy. Myślałem, że natura zaczęła się zmieniać, ale myliłem się: sam zacząłem się zmieniać. W 22. dniu podróży napisałem dziennik: „W domu możesz pozwolić sobie na wspaniałe przyjemności. Tutaj stopniowo uczę się doceniać najmniejsze radości. Odcienie śniegu. Gwizd wiatru. Szalone kontury chmur. Cisza.

Pamiętam wyraźnie, że w dzieciństwie byłem niesamowicie zafascynowany ślimakiem, ponieważ mogła nosić swój dom wszędzie, dokądkolwiek się udała. Podczas wyprawy na Antarktydę mój podziw dla tego stworzenia natury tylko się zwiększył. Cały niezbędny sprzęt, zapasy i paliwo pasowały do ​​moich nart, które ciągnąłem za sobą. Nie miałem łączności radiowej i Internetu, a za pięćdziesiąt dni nigdy nie miałem okazji otworzyć ust, żeby wypowiedzieć słowo, ani spotkać innej żywej istoty. Dzień po dniu szedłem cicho na południe. Nawet gdy byłem zły na złamaną górę lub prawie wpadłem w szczelinę na lodowcu, nie przysięgałem. Łajanie tylko nas niepokoi, więc nigdy nie pozwalam sobie na używanie wulgarnego języka podczas wypraw.

Kiedy jestem w domu, zawsze jest jakiś hałas: samochód mija, telefon dzwoni lub wibruje, potem ktoś będzie mówił, szeptał lub krzyczał. Wokół jest tak wiele dźwięków, że nawet ich nie słyszymy. Tutaj wszystko było inne. Natura rozmawiała ze mną, milcząc. Im ciszej się stało, tym więcej słyszałem.

Ilekroć zatrzymywałem się, a wiatr ucichł, ogarnęła mnie ogłuszająca cisza. Przy spokojnej pogodzie nawet śnieg wyglądał cicho. Stałem się coraz bardziej świadomy siebie jako części otaczającego mnie świata. Nic się nie rozprasza, nic cię nie nudzi. Byłem sam z moimi myślami i osądami. Przyszłość już nie miała znaczenia, przeszłość mi nie przeszkadzała - żyłem tu i teraz. „Bycie znika, gdy do niego wchodzimy” - powiedział Martin Heidegger. Właśnie to mi się przydarzyło.

Czułem się jak kontynuacja otaczającego świata. Nie miałem z kim rozmawiać - i zacząłem rozmowę z naturą. Wysłałem moje myśli na równiny i góry i otrzymałem odpowiedź.

W drodze na południe dokonałem wpisu do dziennika, który uważamy za kontynent, do którego nie możemy dotrzeć, ponieważ nie ma on żadnej szczególnej wartości. Aby to lub inne miejsce zyskało na znaczeniu, musimy tam iść, robić zdjęcia i pokazywać zdjęcia innym. 27 dnia zapisałem: „Dla większości z nas Antarktyda wciąż wydaje się być czymś dalekim i niezbadanym. Idę do przodu i mam nadzieję, że pozostanie na zawsze. Nie dlatego, że nie chcę, żeby inni tu byli, ale dlatego, że wierzę: Antarktyda ma specjalną misję - być nieznanym regionem ”. Moim zdaniem pożyteczne jest, abyśmy wiedzieli, że na świecie są jeszcze niezbadane miejsca, nie zamienione w twierdzę zwykłego miejsca, że ​​jest kontynent tak tajemniczy i nietknięty, że wydaje się on czymś fantastycznym. To jest główna wartość Antarktydy dla ludzkości.

Aby dotrzeć do bieguna południowego, musisz tylko nieustannie poruszać się o jedną stopę za drugą. To cały sekret. Technicznie jest to dość proste. Nawet mysz może jeść słonia w małych kawałkach. Trudność polega na tym, aby naprawdę osiągnąć cel. Nic nie jest trudniejsze niż zmuszanie się do wczesnego wstawania, gdy na zewnątrz jest minus pięćdziesiąt stopni. Roal Amundsen i Robert Scott spotykali się tego dnia każdego ranka. Drugim najtrudniejszym zadaniem jest pozostanie w harmonii z tobą.

Zapadła we mnie cisza. W całkowitej izolacji, z dala od świata zewnętrznego, wszystko, co mogłem zrobić, to gulasz we własnych myślach i, co gorsza, uczucia. Antarktyda - składająca się z pustyni wodnej, największej na świecie. Czas świecenia tutaj jest dłuższy niż w południowej Kalifornii. Nie ma gdzie się ukryć. Niedopowiedzenie i drobne kłamstwa wspólne dla cywilizowanego świata tracą wszelkie znaczenie.

Być może wydaje mi się, że po drodze byłem stale zaangażowany w medytację, jednak nie zawsze tak było. Od czasu do czasu mróz i wiatr dręczyły mnie lodowatymi szczypcami, cierpiałem z zimna i płakałem z rozpaczy. Nos, palce u rąk i nóg stopniowo stawały się białe i zdrętwiałe. Na początku odmrożenia odczuwasz ból, ale wkrótce przestajesz coś czuć. Gdy dotknięte części ciała zaczynają się rozmrażać, ból powraca, a te udręki są znacznie gorsze niż same odmrożenia.

Cała moja energia wyszła na rozgrzewkę. I tylko wtedy, gdy ciało ponownie napełniło się ciepłem, miałem siłę, by śnić i medytować.

Na biegunie południowym Amerykanie zbudowali bazę badawczą. Naukowcy i pracownicy serwisu mieszkają tam od miesięcy w izolacji od świata zewnętrznego. Kiedyś dziewięćdziesiąt dziewięć osób świętowało tutaj Boże Narodzenie. Jeden z nich potajemnie przyniósł dziewięćdziesiąt dziewięć kamieni do bazy i wręczył je swoim kolegom, zostawiając jednego dla siebie. Większość osadników ostatnio widział kamienie kilka miesięcy temu, a niektóre ponad rok. Wokół były tylko lód, śnieg i przedmioty stworzone przez człowieka. Otrzymawszy prezenty, wszyscy milczeli, wszyscy zaczęli uważnie badać i czuć jego kamień, przesuwać go z ręki do ręki. Nikt nie powiedział ani słowa.

*

W drodze na biegun południowy wyobrażałem sobie małego człowieka, który bada Ziemię z powierzchni Księżyca. Ani jeden dźwięk z naszej planety nie dociera do niego przez trzysta dziewięćdziesiąt tysięcy kilometrów, które nas dzielą, ale jest w stanie obserwować, co dzieje się na świecie. Raz zerknął na południe i zobaczył chłopca w niebieskim anoraku, uporczywie posuwającego się w lodzie, by rozbić namiot na noc. Następnego dnia wszystko się powtórzyło. Mały mężczyzna spojrzał na narciarza idącego w tym samym kierunku, tydzień po tygodniu. Na pewno zdecydował, że jestem szalony, a to założenie mnie zdenerwowało.

Pewnego wieczoru, kiedy miałem zdjąć narty i zrobić obóz, spojrzałem w niebo i zobaczyłem, że mały mężczyzna skierował wzrok na północ. Tam widział tysiące, a nie miliony ludzi, którzy opuścili swoje domki nieco wcześniej, by przez kilka minut stać w korku, a czasem nawet przez godzinę. Potem, jak w niemym filmie, weszli do dużych budynków, gdzie siedzieli przez osiem, dziesięć, a nawet dwanaście godzin przed niektórymi ekranami, a potem wstali i wrócili do swoich małych domków, podążając tą samą drogą przez ten sam korek. W domu, o tej samej porze każdego dnia, jedli obiad i oglądali wiadomości w telewizji. I tak rok po roku.

I wtedy zrozumiałem, że jedyną różnicą między tymi wszystkimi ludźmi jest to, że najbardziej zorientowani na cel spędzają noc w bardziej przestronnych domach niż reszta, to wszystko. Zdjąłem narty, rozłożyłem namiot i poczułem się spokojny i zadowolony.
Kup pełną książkę

Obejrzyj film: Przerwa na Żądanie EXTRA Wydanie świąteczne 2018 (Wrzesień 2019).