Nie boję się zła

... KGB zaczęło szybko wracać na arenę polityczną. Ostatnie wydarzenia w ZSRR pokazały, że walka wcale się nie kończy, że najprawdopodobniej jest przed nami. Przypomniałem sobie pierwotny cel książki: podzielenie się doświadczeniem z tymi, którzy mogą nadal być twarzą w twarz z Komitetem Bezpieczeństwa Państwowego [red. teraz FSB]. Pamiętał i szybko, w ciągu kilku dni, zakończył pracę, którą ciągnął od lat.

Jerozolima, luty 1991 r

... Jedenaście dni temu, czwartego marca tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego roku

Po siódmym roku gazeta Izwiestia opublikowała artykuł Lipavsky'ego i posłowie do redakcji, oskarżając mnie i kilku innych działaczy szpiegostwa przeciwko ZSRR o instrukcje CIA. Przyjaciele przychodzili do konsoli, a właściwie - i żegnali się; korespondenci - wziąć ostatni wywiad. W głębi duszy wszyscy rozumieli, że aresztowanie to tylko kwestia czasu. Rozmawiali ze mną w ten sam sposób, w jaki muszą rozmawiać z nieuleczalnie chorymi, przekonując go i siebie, że wszystko będzie dobrze ...


Kamera w Lefrtovo

Na przełomie samochodu wpadł w poślizg. Moja prawa ręka mimowolnie drgnęła, a człowiek KGB natychmiast, z profesjonalną sztywnością, ścisnął jej nadgarstek i wrócił na kolano. Od dawna znam tę szczupłą blondynkę o prostej rosyjskiej twarzy: śledził mnie od kilku lat. Zawsze uśmiechnięte - tak nawiasem mówiąc, rzadko można je znaleźć wśród „ogonów” - tym razem był ponury i wyraźnie zdenerwowany. Ten, który siedział z przodu, poprosił o instrukcje w radiu: przejedź przez centrum lub wzdłuż Yauza. Powiedziałem sobie: „Spójrz uważnie, może po raz ostatni zobaczysz Moskwę” i próbowałem uchwycić w pamięci ulice, przez które przeszliśmy. Nic z tego nie wyszło; potem wciąż nie pamiętałem, jak jechaliśmy - przez centrum lub wzdłuż rzeki.

Kiedy samochód zatrzymał się przy wejściu na dziedziniec więzienia Lefortovo, a ciężkie żelazne bramy - pierwsza z dwóch, które nigdy się nie otworzyły - zaczęły powoli się oddalać, nagle miałem absurdalną rzecz, a na sytuację, w której się znajdowałem, po prostu idiotyczny strach: teraz Spraw, bym oddychał przez telefon i dowiedz się, że jestem pijany. Można by pomyśleć, że zostałem oskarżony o łamanie zasad ruchu, a nie zdrady przeciwko ojczyźnie! Godzinę temu rzeczywiście wypiłem szklankę brandy - dla mnie sporą dawkę: z reguły nie piję nic mocniejszego niż lekkie, suche wino. Powód tego był naprawdę wyjątkowy.

Na Lefortowie wchodzą do mnie do jakiegoś biura, a ja widzę uprzejmego, uśmiechniętego, starszego mężczyznę z okularami podnoszącego się ze stołu.

- Pułkownik Galkin, zastępca szefa wydziału śledczego w biurze KGB w Moskwie i regionie Moskwy - powiedział, a potem cicho i nawet, jak mi się wydaje, mówi trochę zawstydzony, wyciągając jakiś rodzaj papieru:

- Tutaj będziemy pracować razem z tobą.

Przeczytałem: decyzja o aresztowaniu „pod zarzutem popełnienia przestępstwa na podstawie artykułu sześćdziesiątego czwartego - zdrada: pomoc obcemu państwu w prowadzeniu wrogich działań przeciwko ZSRR”.

- Jak ci idzie? Zjedz rosyjski chleb, zdobądź wykształcenie kosztem narodu rosyjskiego, a następnie zmień swoją ojczyznę? Jestem dla ciebie, dla twojego całego narodu, walczyłem przez cztery lata na froncie!

Cóż, dzięki obywatelowi Petrenko. Jego ostatnie słowa w końcu przywróciły mnie do rzeczywistości, po raz kolejny przypomniałem, z kim mam do czynienia. Teraz rozmawiałem całkowicie spokojnie.

- Mój ojciec walczył także na froncie przez cztery lata. Może zrobił to dla twojego syna i dla twojego narodu?

- Ciekawe, gdzie walczył twój ojciec?

- W artylerii.

- W artylerii ?! - wydawał się autentycznie zaskoczony. - Służyłem też w artylerii, ale nie widziałem ludzi takich jak twój ojciec. Na jakich frontach walczył?

Prawie się roześmiałem, nagle przypomniałem sobie historię O'Henry'ego o złodzieju, który zaprzyjaźnił się na podstawie powszechnych chorób z właścicielem, w którym się wspinał.

... Pułkownik zdjął maskę: był naturalny zarówno w swoim antysemityzmie, jak iw zrozumiałym pragnieniu weterana rozmowy o wojnie. Ale nie chciałem już z nim rozmawiać. Wolałem przywrócić stary dystans między nami i powiedziałem:

- Moim zdaniem nie mamy o czym rozmawiać.

- Och, i nie chcę rozmawiać! Bardzo mądry! Porozmawiaj ze swoim ojcem, kiedy do mnie przyjdzie. I pamiętasz: tylko to - w celi kary!

„Spotkamy się ponownie podczas przesłuchania”, pożegnał się tonem, którym pocieszał przyjaciela, obiecując, że rozstanie będzie krótkie.

Osiemnastego marca rozpoczynają się systematyczne przesłuchania - dwa lub trzy razy w tygodniu. Więc „poinformował społeczność międzynarodową o ...”, zwrócił uwagę „na” ... - w jaki sposób?

Po krótkiej refleksji, zgodnie z moim „drzewem celów i środków”, odpowiadam na coś takiego:

- Organizował konferencje prasowe, spotykał się z korespondentami, osobami politycznymi i publicznymi Zachodu, rozmawiał z nimi przez telefon, a także wysyłał listy do odpowiednich władz sowieckich. Wszystko to zostało zrobione otwarcie, publicznie. Przesyłane przeze mnie materiały były przeznaczone wyłącznie do użytku otwartego - ze względu na swoje znaczenie.

- Kto razem z tobą uczestniczył w tej działalności?

- Odmawiam odpowiedzi, ponieważ nie chcę pomagać KGB w przygotowaniu sprawy karnej przeciwko innym działaczom żydowskim i innym dysydentom, którzy, podobnie jak ja, nie popełnili żadnych przestępstw!


Wzywa do uwolnienia Anatolija Szarańskiego

10 lutego Sołonczenko w obecności Volodina, Iljuczyna i Cherny'ego postawił mnie w ostatecznej formie. Jeśli pierwszy, na który zostałem wprowadzony na początku dochodzenia, składał się z kilku linii, obecny tekst miał szesnaście stron maszynopisu. Zmienił się także jakościowo: byłem teraz dwukrotnie zdrajcą Ojczyzny - „w formie pomocy obcym państwom w prowadzeniu wrogich działań przeciwko ZSRR” i „w formie szpiegostwa” - i kiedyś - antyradzieckim, „zaangażowanym w kampanie i propagandę, moc. ”

Minęło jeszcze kilka tygodni, a pewnego ranka Volodin, Iljuchin i duża, jaskrawo ubrana brunetka, około czterdziestki, weszli do biura Solonchenko, uśmiechając się świątecznie.

- A oto twój prawnik, który ci pomoże, Anatolij Borysowiczu - powiedział Volodin - teraz będzie ci łatwiej zrozumieć wszystkie te talmudy.

„Dubrovskaya Silva Abramovna” - przedstawiła się pani.

Żydowski obrońca! Że wymyślili świetne!

Znacznie później moja rodzina dowiedziała się od wspólnych przyjaciół, jakie kryteria wybrała dla mnie KGB w Moskiewskim Stowarzyszeniu Adwokatów: posiadanie przyjęcia; członkostwo w partii; kobieta; żydowski To wtedy niższość piątego punktu kwestionariusza nie była przeszkodą, ale zaletą! Władze wierzyły, że wolę nawiązać relację zaufania z Żydówką.

W międzyczasie Silva Abramovna, przyjmując ton młodej kokietki, zaczęła mi mówić coś dworskiego. Przerwałem jej:

- Przepraszam, czy poznałeś moich krewnych?

- N-nie.

„Ale powierzyłem wybór obrońcy! Trudno jest mi tutaj, będąc w całkowitej izolacji, dowiedzieć się czegoś o tym czy innym prawniku. Dlaczego ich nie spotkasz? Jeśli poprą twoją kandydaturę, zgadzam się.

„Tak, ale…” przerwała, odwracając wzrok na Volodina i interweniował:

- Twoi krewni nie chcą się z nikim spotykać.

- To nie prawda! W każdym razie nie powinniśmy tracić czasu na kłótnie: zgodzę się tylko na prawnika, którego kandydatura zostanie zatwierdzona przez moich pełnomocników - moją matkę lub moją żonę.

„Anatolij Borisowicz, jesteś pierwszym człowiekiem, który mi odmawia” - wykrzyknęła żartobliwie Silva Abramovna.

„Sam uważam to za bardzo nieprzyjemne” - odpowiedziałem łaskawie - szczególnie biorąc pod uwagę, że przez to zwiększam liczbę Żydów, którzy odmawiają tego w Moskwie ”.

Wszyscy się śmiali, z wyjątkiem Dubrowskiej, której wzmianka o jej narodowości nie sprawiała wiele przyjemności. Spojrzała wyczekująco na Volodina: który, jak mówią, jest włączony. Wręczył mi z wyprzedzeniem oświadczenie o odmowie prawnika, którą podpisałem, dodając jeden dodatek: „... KGB, który został wybrany dla mnie”.

Na tym zakończyło się nasze pierwsze spotkanie z Dubrovską i kilka dni później otrzymałem decyzję, że została wyznaczona przez mojego prawnika.

„Zgodnie z twoim artykułem przewiduje się karę śmierci i nie możemy pozostawić cię bez ochrony” - wyjaśnił Volodin.

Głos oddaje prokurator. Oto fragmenty naszego dialogu, który pamiętam.

- Mówisz, że emigracja jest zabroniona - dlaczego około stu pięćdziesięciu tysięcy Żydów odeszło?

- Tak się nie stało na prośbę władz, ale przeciwnie.

- Dlaczego wielu z tych, którzy odeszli, cierpi w Izraelu, prześladuje progi sowieckich ambasad, proszą o to?

- To nieprawda. Chcesz zwrócić urządzenie. Znaczące jest jednak to, że w odniesieniu do tych ludzi, którym nie wolno powrócić, deklaracja praw człowieka jest naruszana dwukrotnie: w końcu wyraźnie stwierdza, że ​​każdy ma prawo do swobodnego opuszczania kraju, w którym żyje i powrotu do niego.

- Dlaczego nie skrytykowałeś porządku, który istnieje na Zachodzie?

- Jak widać nawet z prasy radzieckiej, na Zachodzie każdy obywatel może otwarcie krytykować swój rząd. Nie ma powodów do obaw, że świat nie dowie się o naruszeniach praw człowieka w krajach kapitalistycznych. W ZSRR takie przemówienia są uważane za przestępcze, a kara jest dla nich przewidziana. Jeśli nie ma ludzi gotowych zaryzykować swoją wolność i, być może, życie, świat nigdy nie pozna prawdy o sytuacji praw człowieka w ZSRR.

- W telegramie do dwustulecia Stanów Zjednoczonych gloryfikujesz Amerykę - wiodącą kapitalistyczną potęgę Zachodu, ale nie mówisz nic o bezrobociu, biedzie i prostytucji - tych plagach świata zachodniego. Czy to nie jest hipokryzja?

- Tak, naprawdę podziękowałem mieszkańcom USA za poświęcenie się zasadom wolności w ogóle, aw szczególności wolności emigracji. Jeśli chodzi o krytykę braków, w telegramie gratulacyjnym rządu radzieckiego nie było ani słowa o prostytucji i bezrobociu.

- Dlaczego zaprosiłeś na swoje konferencje prasowe tylko przedstawicieli mediów wrogich Związkowi Radzieckiemu?

- Nie wiem na podstawie jakich kryteriów określa się tę bardzo wrogość. Ale wielokrotnie zapraszaliśmy korespondentów i gazety radzieckie i komunistyczne gazety Zachodu. Dlaczego nigdy nie przyszli - zapytaj dziennikarzy siedzących w tym pokoju.

- Mówisz, że w Związku Radzieckim Żydzi nie mają okazji cieszyć się owocami kultury żydowskiej. Dla kogo zatem publikowany jest magazyn Sovetish Heimland?

- Zgadzam się z twoim pytaniem. Dla kogo? Rzeczywiście, chociaż jidysz jest przeciwny hebrajskiemu w ZSRR - głównym języku żydowskim, nie uczy się go w żadnej szkole w kraju, nawet w tak zwanym żydowskim regionie autonomicznym. Nic dziwnego, że średni wiek czytelników tego czasopisma wynosi sześćdziesiąt i więcej.

Większość moich odpowiedzi, pomimo ich oczywistości, jest nieoczekiwana w przypadku wołowiny Corned. Wydaje się, że nie wie, że jidysz w Birobidzhan nie uczy, że dziennikarzom sowieckim nie wolno iść na konferencje prasowe dla dysydentów, że Deklaracja Praw Człowieka gwarantuje możliwość nie tylko opuszczenia kraju, ale także powrotu do niego ... nawet minister spraw wewnętrznych Shchelokov w przypływie hojności powiedział mi:

„Gdybym miał swoją drogę, pozwoliłbym wszystkim odejść. Ale z powrotem, oczywiście, nikt!

Tak czy inaczej, za każdym razem po mojej odpowiedzi Solonin szybko zmienia temat, nie rozpoczynając dyskusji. W końcu prokurator zadaje mi to pytanie:

- Czy twoje małżeństwo religijne zostało zawarte zgodnie ze wszystkimi wymogami judaizmu?

Słysząc pozytywną odpowiedź, ogłasza otrzymany certyfikat

Moskiewska synagoga, gdzie jest napisane: „Niektórzy rozpowszechniają na Zachodzie

Akt małżeństwa Natalii Shtiglits rzekomo wydany przez rabina społeczności żydowskiej w Moskwie jest fałszywy ”.

Myślę o wejściu w kłótnię, ale łapię się na czas: wszystko, czego potrzebuję, to omówić z nimi nasze sprawy rodzinne! Wyrok jest wymawiany: trzynaście lat. Po moim ostatnim słowie całkowicie zapomniałem, co należy nazwać terminem. Piętnaście lat, trzynaście lat - co za różnica! Teraz nie robi na mnie żadnego wrażenia.

Wyciągają mnie z sali iw ostatniej chwili Lenya krzyczy:

- Tolenka! Z tobą - cały świat!


Anatolij Sharansky po wydaniu

Ludzie KGB natychmiast się do niego spieszą; Chcę krzyczeć: „Dbaj o swoich rodziców!” - ale nie mam czasu, aby otworzyć usta: czyjaś ręka zgięta w łokciu ściska szyję, podnoszą mnie pod ramiona, podnoszą w powietrze, biegną przez korytarz i wrzucają do lejów. „Szkło” jest zablokowane, syrena jest włączona, a samochód startuje.

Możesz przeczytać pełne wspomnienia tutaj.

Obejrzyj film: Słoma i Bębnoluby - Nie boje się (Grudzień 2019).

Loading...